Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Badać Biblie każdy może …- czyli rozważania w kontekście schizmatyków  (Przeczytany 366 razy)

Offline Lebioda


Słowo ewolucja w kontekście populacji Świadków Jehowy, jest szeroko pojętym słowem zdrożnym. Będąc jeszcze bardzo zaangażowanym w „Dzieło Pańskie”, byłem zapytany przez mojego przełożonego brata z okręgu odnośnie jednego ze zborów w którym został zmieniony nadzorca. Chciałem zabłysnąć moją elokwencją, więc wyraziłem się mniej więcej tak: - „dzięki temu nadzorcy, w ciągu pół roku cały zbór już za ewoluował pierwszym wzrostem”. Było to w okresie gdy zbory otrzymały do studium broszurę „Ewolucja Przeciw Nowemu Światu”. Tak jakoś mi się to wyrwało, ale jaką reprymendę otrzymałem, zostało mi to dziś w pamięci. Cokolwiek na temat tego obrazoburczego słowa by nie myśleć, nie daje się niczym inny zastąpić, bo prapoczątki Organizacji rozwijały się ewolucyjnie przy współudziale schizmatyckich postaci. Mówiąc wprost, cały przyszły ruch „Badacki” w swoim prapoczątku powstał z pojedynczych odstępczych ludzkich jednostek. Każdy z tych osobników, który miał swój współudział w tworzeniu tego nowego nurtu, z którego wyewoluowała Organizacja we współczesnym tego słowa znaczeniu, najpierw został odstępcą od swojej pierwotnej wspólnoty. Przejmowanie odstępców innych wyznań, jest widzialnym błogosławieństwem bożym. Odstępcy od Organizacji bożej, są natomiast widzialnym dowodem tego, jak Jehowa oczyszcza bożą Organizację od podrzutków Szatana. Na zapytanie kto jest dobrym odstępcą, a kto jest złym, nie pytajmy sienkiewiczowskiego Kalego, bo tę jego odpowiedź znamy. W miarę moich możliwości, chciałbym w kilku następnych odcinkach zastanowić się jak w czasie ewoluował kierunek odstępczy w Organizacji i w jakim kierunku ta odstępcza ewolucja zmierza.

Dziś pierwszy odcinek:


(…), a zaczęło się od wielkiego odstępstwa

Gdy rankiem 2 października 1914 roku w jadalni przed porannym posiłkiem Charles Taze Russel zaintonował dobrze wszystkim znaną pieśń słowami: – >Już czasów pogan nastał kres, ich królów miną dzień<, nie zdawał sobie sprawy, że tym samym przekazuje mitologiczną „Puszkę Pandory”, którą w odpowiednim czasie czyjeś ręce ją otworzą. W Świat poszła wieść, że już tylko jeden wiek czyli równe sto lat pozostało aby w tym okresie Dzieło Boże zostało dokonane. Od tej pory, rok 1914 w korporacji, którą zarządzał  T. C. Russel do obiegowej nomenklatury wszedł również pod nowym mianem jako „Rok Znamienny”. Ze względu na niespodziewaną śmierć pryncypała, dalsze dzieło do wykonania zostało powierzone następnym prezesom korporacji, które kolejno kontynuowali: Joseph Franklin Rutherford (sędzia), oraz jego następca Nathan Homer Knorr, tudzież następni. Równe sto lat temu po śmierci C. T. Russela, na arenę -od razu mocnym uderzeniem wszedł J. F. Rutherford wyprzedzając epokę Alfreda Hitchcock'a, sam doszedł do przekonania, że strach należy zaczynać od trzęsienia ziemi, a potem groza powinna już tylko narastać. Nie będę opisywał szczegółów jego debiutu przy objęciu stanowiska prezesa, co zapoczątkowało poważny rozdźwięk wewnętrzny, a w końcu zadebiutowało odstępstwem dość poważnej grupy, którym nie było po drodze z nowym prezesem. Szczegółowy opis wydarzeń wg Piotra Andryszczaka: Tu >http://www.piotrandryszczak.pl/jan_lew_wielkie_odstepstwo_czyli.html

Jego dziarskie zapędy, zapewne płynące z podszeptu sfer niebiańskich, tudzież związanych z nadchodzącym milowymi krokami końcem tego systemu rzeczy, pomysłów na robienie sobie „kuku” pochodzących od władzy świeckiej było co niemiara. Można pominąć sromotną klęskę po napisaniu „Dokonana Tajemnica”, w tym aresztowania i wytoczenie sprawy karnej dla członków komitetu redakcyjnego, w tym również samego Rutherforda zaliczając to do rutynowych wydarzeń spowodowanych złością samego Szatana. Podziały wewnętrzne w korporacji przechodziły pionowo i poziomo. Nastąpiły poważne pęknięcia wewnętrzne, do których to wydarzeń w późniejszych latach wracano, aby zinterpretować to jako wielkie zwycięstwo Jehowy nad Szatanem, którego koniec jest bliski i zupełnie realny. Pierwsze odstępstwo w tym ruchu stało się faktem.

Jeszcze w latach powojennych jedna ze Strażnic drążyła ten temat, aby podnosić nas na duchu w wierze i wytrwaniu. Wtedy po raz pierwszy doszła mnie wiadomość, że w San Diego w Kalifornii jest już przygotowany dom dla pierwszych zmartwychwstałych starożytnych proroków o tajemniczo brzmiącej nazwie, Beth – Sarim. Na tę wiadomość ciarki przeszły po moich plecach, byłem bowiem przekonany o dalekowzrocznej decyzji, a jeszcze bardziej o bezpośrednim kontakcie naszych wiernych brooklyńskich braci ze sferą niebiańską. Ta wiadomość zdecydowanie zdopingowała mnie aby również mieć bezpośredni udział w tym wielkim dziele zbawiania ludzi, a przeszkody, które wynikały ze stanu prawnego w Polsce wobec Organizacji, potwierdzały tylko moją słuszną decyzje. Niestety, o tym, że tę sromotę z Beth – Sarim, już następca po śmierci Rutherforda, Nathan Homer Knorr, musiał czym prędzej tuszować, dowiedziałem się zbyt późno. Z tym legendarnym „przybytkiem”, N. Knorr jeszcze przez siedem lat musiał się bujać, aby ostatecznie znieść go z brooklynskiej hipoteki. >http://www.katolikos.republika.pl/dt.htm

Następcę po Rutherfordzie, Nathan'a H. Knorr'a, doświadczenia jego poprzednika pomimo wpadki z Beth – Sarim nie zniechęciły. Poprzednik w swoim dorobku pozostawił wiele publikacji. W prawdzie już za czasów mojego nowicjatu wiele z tych wydań było wycofywane, ale takie broszury jak „Religia Zbiera Wicher”, no i wiekopomne dzieło „Miliony obecnie żyjących nigdy nie umrą”, szczególnie ta ostatnia świeciła swój tryumf. Brat Nathan nie mógł być gorszym w tym wyścigu do przysparzania chwały bożej.
Czas po II wojnie światowej, był dość specyficznie przedstawiany, jako okres przerwy dla ludu bożego, aby skrócić mu cierpień. Nie wyrażano się wprost, ale między wierszami należało zrozumieć, iż krótka przerwa podyktowana jest tym, że Jehowa ma jeszcze wiele owiec do wyprowadzenia z tego skazanego na zagładę świata, stąd taka przerwa jest konieczna.

Oczywiście to my mieliśmy to gigantyczne dzieło boże przeprowadzić. Przykłady płynęły z zachowania się naszych wiernych braci z lat pierwszej wojny światowej w latach 1914 – 1918. Szatan w tamtym czasie chciał zgnębić naszych braci, aby zatrzymać i pokrzyżować boży plan dziejów. Tak jak niespodziewanie wyzwolenie tych pierwszych, przyszło od Jehowy, za ich wierną postawę, tak my z ufnością mieliśmy bez kompromisowo służyć nieugięcie i również bezkompromisowo prowadzić to dzieło, aż do końca tego systemu rzeczy.
Jak to „dzieło” wyglądało za kulisami Organizacji podczas tej „ostatniej próby”, miałem już okazje o tym napisać z moich własnych doświadczeń, tudzież perypetii tych, chcących tę Organizację przeprowadzić przez zwycięską bitwę Armagedonu. Oddzielony brat Nathan żelazną kurtyną od swojej wschodnioeuropejskiej trzody, nie wiele znał szczegółów od tej strony, zresztą na własne swoje życzenie, ponieważ wytyczne z Brooklynu były jednoznaczne. Żadnych kompromisowych rozwiązań z władzami. Wszystko co stało się po 1949-tym roku, było traktowane jako dopust boży, który miał przypieczętować klęskę Szatana. Wiele trzeźwiących wiadomości przekazywanych Knorrowi nie trafiało do jego rąk, ponieważ jako dysydenckie nie powinny zaprzątać głowy prezesa. Wiele tragicznych przypadków i wydarzeń, w ówczesnym bloku wschodnim były pochodną z epoki Rutherforda, a N. Knorr ze względu na lobowanie tego pierwszego wcale nie było mu śpieszno to zmienić, a pewnie też był jego fanem.

CDN



Offline Lebioda

Wielkie dzieło Prezesa N. H. Knorra

Nathan Homer Knorr, w tym samym czasie gdy jego bracia w wierze za żelazną kurtyną cierpieli na przesłuchaniach i w więziennych kazamatach, tudzież umierali za bezmyślne wytyczne od niego pochodzące, ten był zajęty wiekopomnym dziełem, które miało umieścić go w panteonie jego poprzedników.

Już w październiku 1946 z inicjatywy N. H. Knorra, został zaanonsowany Komitet do dokonania przekładu biblii (podobno) z języków oryginalnych na język angielski. We wrześniu 1949 roku ukończono tzw. „Przekład Nowego Świata Chrześcijańskich Pism Greckich”. Przekład „Pism Hebrajskich” ukończono w marcu roku 1960. Obydwu przekładów dokonano w w błyskawicznym tempie, co świadczy o „Wielkim Dziele” i zaangażowaniu samego brata N. H. Knorra. „Tam gdzie skarb twój, tam i serce twoje” - ten slogan w tamtym okresie wrósł się w naszą świadomość, że w końcu przestał dla wielu z nas cokolwiek znaczyć po zetknięciu się z rzeczywistością na gruncie, bo na gołym bruku można było rzeczywistość zaklinać na wszystkie możliwe sposoby, ale kamienie położenia swojego nie zmieniały i w głosicieli też się nie przeobrażały. Bratu N. H. Knorrowi ten poryw jego serca, dał mu odpowiednie honorowe miejsce wśród jego poprzedników. Dopowiem już tyko od siebie - oby przyszłe pokolenia nie musiały ze wstydem wycofywać tych wydań biblii jako z dezaktualizowanych ze względu, na już warwickie „Nowe Światło”. Zaangażowane serce Knorra w ten „Wielki Skarb” uniemożliwiło mu wsłuchiwanie się, a konkretnie w czytywanie się w rozpaczliwe i błagalne listy kierowane przez Stanisława i Wiesława Rejdychów, lub Czesława Stojaka, ale nie tylko. Za jego wiedzą lub bez jego współudziału, zaliczeni do dysydentów znaleźli się po za Organizacją, pomimo że to ich podpowiedzi stały się podstawą do rozmów z władzami PRL o możliwości legalizacji. Wyszli przed szereg zamiast w pokorze z posypaną głową popiołem cierpieć, a tego brooklynski „Niewolnik” im nie wybaczył nigdy.

Z Biblią NW czy bez niej, Organizacja traci swoją dynamikę rozwoju czego nie może zauważyć ona sama. Statystyki wzrostu spadają ba, one wskazują wprawdzie powolny, ale wzrost tych odchodzących. Zjawisko -odstępstw, stało się już nieodwracalnym faktem. Jeżeli Organizacja ma jakiś pogląd dotyczący tendencji odstępczych, to raczej te zarejestrowane formalnie, stanowiące podstawę do statystyki. Odstępstwo dla Organizacji przyjęło zupełnie nową jakość, którym to zjawiskiem do niedawna, nie zawracano sobie głowy. Pomimo, że takie zjawisko występowało zawsze, miało to jedynie znaczenie lokalne. W większości pozostawało to w obrębie tylko danego zboru, w wyjątkowych przypadkach jeżeli delikwent był znany poza danym zborem, to jego odejście mogło być znane szerzej, ale tylko w gronie wtajemniczonych. W kartotekach raczej nie przechowywano jego danych. Osobiście w sprawie moich danych osobistych, nie miałbym możliwości w moim były macierzystym zborze czegokolwiek się doszukać.

W tamtej mojej rzeczywistości lat czterdziestych i przełomu lat pięćdziesiątych, a pewnie i sześćdziesiątych, we współczesnym rozumieniu tego słowa, sprawy personalne, tudzież księgowość finansową traktowano per pi razy oko. Tylko osoby z najściślejszego grona miały dostęp do tych danych. Do zborów docierały tylko i wyłącznie potrzeby, które przez tych powinny być uzupełniane.

W takim błogim stanie, Organizacja chciała dotrwać do Armagedonu jako, że zapowiedziany przez trojga prezesów koniec końca wieku, zbliżał się milowymi krokami. Polska Organizacja pod przywództwem ówczesnego Prezesa Wilhelma Scheidera, a i pozostałe Organizacje Europy wschodniej inspirowane przez brooklyńskie CK i osobiście, przez N. H. Knorra, nie były zainteresowane formalnym zalegalizowaniem. - Nam wystarczy jak będziemy tylko „sztych pod ziemią”, tak przynajmniej, w po ufnych rozmowach przekazywano nam aktualny stan naszego położenia w okresie zakazu. Wymogi legalizacji na przełomie lat 80/90 ubiegłego wieku, jak to już miałem możliwość pokazać, nie zmieniły wymogów rejestracji Organizacji (nie licząc klauzuli o kierowniczej roli partii, czego już nie wymagano od nikogo). Na pozostałe kryteria, swoją parafę złożyli przedstawiciele Brooklyńskiego CK. Nadarzyńska  Filia na Kraj musiała przyjąć warunki wymogów GIODO i od tego momentu powstał wstydliwy problem przechowywania danych osobowych odstępczuchów.

CDN


Online Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 699
  • Polubień: 5133
  • Poznałam prawdę, czas na wolność od jw.org.
   Drogi LEBIODO  :)
   Dziękuję Ci za ten wątek.
   Z wielkim zainteresowaniem czytam to, co tu piszesz.
   Zamieszczasz wiele szczegółów, które mnie zaciekawiły.

  gedeon:edycja
« Ostatnia zmiana: 09 Czerwiec, 2017, 13:55 wysłana przez gedeon »
"Dzielność, nie jest właściwością ciała, lecz duszy, stanowi o niej moc serca, a nie siła ramion i nóg" Pierre Charron


Offline Lebioda

Odstępcze meandrowanie

Odstępcy moich czasów, to zupełnie inny sort ludzi siedzących cicho i potulnie. Z tymi odstępcami, z którymi dane było mi się spotkać, w większości był to odprysk ludzi związanych z demolką z okresu Rutherforda nigdzie nie z zrzeszonych. Ten brak potrzeby bliskości „swoich”, niwelowali trochę świadkowskim „ciepłem”. Do mojego zboru przychodził na studium Strażnicy pewien „zagubiony brat”, ożywiał się dopiero na zakończenie po modlitwie, a że osobiście byłem już w „stadium zwrotnym”, chętnie słuchałem opowiadania o bracie Johnsonie, którego miał w swoim repertuarze. Inni, z którymi utrzymywałem kontakt, panicznie nie cierpieli Strażnicy, dlatego do zboru się nie fatygowali, ale indywidualnie traktowali nas jako zagubionych, ale zawsze jako swoich. W większości byli to osobnicy, którzy zapoznali się z „Russelowskim Ruchem” na emigracji zarobkowej w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, a nawet w Wielkiej Brytanii. Niewielu z nich w dzieciństwie chodziło do szkoły, a w czytaniu i pisaniu byli samoukami, dość łatwo przyswajali sobie języki obce. Wielu z nich na spotkaniach organizowanych przez tamtejsze ośrodki „badackie”dla populacji polonijnej, służyło za tłumaczy. Z tych z ukończoną szkołą podstawową, znałem zaledwie tylko jednego, miał za sobą półtora roku służby jako sługa obwodu. Z Organizacji wyrzucono go na przełomie lipca/sierpnia (?) 1950 roku. Jedynie ze mną utrzymywał kontakt, ostatnie moje z nim spotkanie, miało miejsce latem około1958 roku.  Dla urozmaicenia podam inny przykład.

Jako ciekawostkę dopowiem, czego obecnie na pewno się nie praktykuje, ale po 1950 roku, już po zakazie, większe „legalne” zgromadzenie Św. J., było jedynie możliwe podczas pogrzebu. Na taką możliwość spotkania przyjeżdżano z bardzo daleka, a co było istotne, władze nie mogły (raczej nie wypadało im) interweniować. Może to dzisiaj brzmi trochę makabrycznie, ale w tamtym czasie o ewentualnym pogrzebie informacje były rozsyłane z wyprzedzeniem, aby w razie „potrzeby” na pogrzeb przybyło jak najwięcej uczestników. W myśl znanego powiedzenia, „cel uświęca środki”, nie wybrzydzano odstępczymi zwłokami jeżeli udało się je „pozyskać” i pogrzebać teokratycznie. Pewnie wielu tu wchodzących Świadków oburzy to co powyżej napisałem, ale taka była rzeczywistość. Osobiście też uczestniczyłem w kilku takich pogrzebach, a na jednym wygłaszałem wykład. Nie traktuje tych przypadków jako coś negatywnego, aby teraz po latach „dołożyć” Organizacji, wręcz odwrotnie, chcę tylko uzmysłowić, że tamte podziały jeszcze nie wykopały naprzeciw siebie głębokich fos wypełnionych wodą. Pomimo takich przykładów, w większości odstępcy – żyli i umierali w samotności.

Taki status tych osób, Organizacji bardzo odpowiadał. Tych odrzuconych i zapomnianych można było nawet wykorzystywać do odstraszania przed ewentualnym odstępstwem, dlatego było przyzwolenie aby pozwolić delikwentowi żyć na obrzeżach Organizacji, a dla formalności zaliczyć go do głosicieli nieczynnych, pod warunkiem, że nie sprawiał „kłopotów”. Według mojej obserwacji i oceny sytuacji, na podstawie ujawnionych zasobów IPN, dochodzę do wniosku, że „produkcja” na dużą skalę odstępców rozpoczęła się początkowo zupełnie niewinnie od znamiennego roku 1956. Ten trend powoli narastał. Dostrzegał to Wilhelm Scheider i próbował temu zapobiegać, stąd wynikały jego niby nieracjonalne zachowania. Niestety, narastającej lawiny nie było już sposobu zatrzymać tym bardziej, że ten prapoczątek wykluł się w samym mateczniku zarządzania Organizacją związanych z nazwiskami, o których już wspomniałem.

Ten odśrodkowy rozrzut, z czasem schodził w dolne partie Organizacji, gdzie dotąd wątpiący, ale niezdecydowani, tego wykroku na swój rachunek zrobić nie chcieli. Dopiero dysydenckie nazwiska z górnej półki, dały ten impuls i odwaga zaczęła być coraz tańsza. Ten odśrodkowy rozrzut zrobił istotną wyrwę w dotychczasowym monolicie, ale ciągle jeszcze nie odrywał się od głównego pnia, bowiem tej umiarkowanie postępowej formacji chodziło tylko o odnowę skostniałych struktur starej Organizacji. Inaczej mówiąc chodziło o reformę, a nie odrzucenie pryncypiów. Tymczasem w powietrzu wisiało inne niebezpieczeństwo. Tego niebezpieczeństwa jeszcze nikt nie dostrzegał ze mną włącznie, ponieważ na tym etapie jeszcze w znaczący sposób kibicowałem Organizacji i mocno trzymałem za nią kciuki. To niebezpieczeństwo, paradoksalnie było jeszcze postrzegane jako zwycięstwo. Rodziło się w dosłownym tego słowa znaczeniu pokolenie w „prawdzie urodzonych”. Nikt, ze mną włącznie nie przewidywał, że to pokolenie weźmie na siebie odium buntowników.

Pierwszym symptomem tego zjawiska, była niechęć pójścia do pierdla za służbę wojskową, jeżeli można było ten czas odpracować w kopalniach i dodatkowo jeszcze w miarę przyzwoicie zarobić. To nowe zjawisko przyjęcia takiej oferty przez młodzież świadkowską, nie odpowiadała decydentom z Organizacji, ale zbiegiem czasu, chociaż niechętnie, bez rozgłosu z tego się wycofano.

Były to jeszcze chwile, które mogłem bezpośrednio zaobserwować tę zdecydowanie samodzielną decyzję o własnym czynie i co bardzo ważne – wygraną. To był pionierski wyczyn tamtej młodej populacji. I tak doszliśmy do następnego etapu czyli „obozów pionierskich”. Niewiele jestem wstanie o tym zjawisku powiedzieć, ponieważ te imprezy były już poza moim bezpośrednim zasięgiem. To co jest mi znane na tę okoliczność, to znam tylko z opisów na Forach internetowych. Nie mniej ten etap został pomyślany w celu osiągnięcia pewnej konsolidacji młodzieży z Organizacją, przyniósł skutek zupełnie odwrotny do oczekiwanego. Od tego momentu ta „obozowa” populacja wytyczyła sobie inny kierunek postępowania i inwestycji we własny rozwój. Dowodzą tego opisy własnych historii tych osób na Forum. Powstała nowa populacja odstępców, bardziej uwrażliwiona na występującą wieloraką niespójność wewnętrzną, ale też zdobyta wiedza już spoza zborowego zaścianka. Jeżeli dotychczas występujące odstępstwa związane były w większości pochodzenia eschatologicznego dotyczącego niespójności odczytanych, lub porównywanych z biblią, to od tej chwili następowała śmielsza krytyka samej biblii o charakterze racjonalnym. Ten nurt spowodował, że odstępstwo przybrało już bardziej odważnie kierunek stricte agnostyczny. Od tego momentu rozpoczęło się kopanie głębokiej fosy, która by odgradzała Organizację od tej nowej postępowej odstępczej generacji. Odstępczość stała się toksyczna.

CDN


Offline Lebioda

Organizacja przechodzi do defensywy

W bieżącym roku minęły już trzy lata, gdy skończył się wiek, czyli równe sto lat, w którym to stuleciu miał skończyć się stary system rzeczy. Nie sposób dociec czyje ręce spowodowały, aby zawartość chronionej „Puszki Pandory”, o której wspomniałem na samym początku - wyciekła, a skutki działania tej legendarnej substancji nie sposób nie zauważyć. Organizacja, która zapowiadała rychły koniec wszystkim, którzy nie przyjmą głoszonych przez nią pryncypiów, sama stała się beneficjentem tych, których z doskonałą nienawiścią, ale też z niekłamaną radością przeznaczała, tudzież przeznacza im rolę użyźniacza gleby pod przyszłe plony w bożym królestwie. Wszystkie świadkowskie ofiary, które ginęły i cierpiały w hitlerowskich obozach zagłady w okresie od 1933 roku do końca drugiej wojny światowej za swoją pryncypialną postawę wobec Organizacji, tudzież w kazamatach rządzonych w tzw. krajach demokracji ludowej, swoje wyzwolenie zawdzięczają tylko i wyłącznie ludziom, których Organizacja kazała swoim wyznawcom doskonale nienawidzić. Jakiż to obłąkany umysł jest zdolny wmówić normalnemu człowiekowi taką antyludzką niedorzeczność? A jednak mogła! Bo to przecież nie antyhitlerowska koalicja pokonała hitlerowską machinę wojenną, to nie oddolne ruchy w KDL doprowadziły do upadku totalitarnych rządów, lecz sam Jehowa użył tych już i tak skazanych na zagładę w armagedonie, aby ulżyć w cierpieniu ludowi Bożemu, w celu umożliwienia dalszego głoszenia o chwale tegoż wielkiego Boga!

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku naocznie pokazały z jaką wielką troską i pomocą Jehowy, Organizacja prawdziwego wielbienia, z radością przystąpiła do wykonania Bożego planu. Tak! Organizacja się rozwijała, w dalszych krajach Europejskich, przy współudziale darmowej siły roboczej powstawały nowe krajowe Oddziały, tudzież nowe Sale Królestwa. Wszystko szło już w dobrym kierunku, gdyby nie to, że czujne oko Szatana Diabła dojrzało słabe miejsca, które ten wykorzystał. To niesforne młodsze pokolenie, zamiast kontynuować dzieło swoich ojców, tak samo jak w starożytnym Izraelu za Antiocha IV Epifanesa, młodzież Żydowska poczęła wchłaniać grecką kulturę, tudzież wiedzę, oraz korzystać z przyjemności sportu, niż tkwić w narzuconej przez rabinów w nudnej powłoce religijnej.

Młode świadkowskie pokolenie, które w tej sztafecie dumnie miało przejąć pałeczkę od wykruszającej się wiekowej populacji, poczęła wyłamywać się spod kurateli zborowej starszyzny. To młode pokolenie nagle poczęło dorównywać swoim kolegom i koleżankom z klasy i ich śladem zaliczać szkołę średnią i studia. Jednym słowem zaliczać wiedzę, której starszyzna Organizacji była niechętna. Resztę zrobił wszechobecny Internet, a po drodze był Raymond Franz z „Kryzysem Sumienia”, Barbara Anderson, potem niechlubna Australia dokonała resztę, no i rozpoczął się nieodwracalny exodus.

Dotychczasowi potulni i zagubieni odstępcy lat wcześniejszych, nie groźni dla Organizacji, zostali zastąpieni dynamicznym i odważnym ruchem odstępczym. Fora Internetowe stały się tubą nagłaśniającą to zjawisko o Organizacji, które dotąd było bardzo ściśle skrywane, lub ostatecznie zamiatane pod przysłowiowy dywan. Jeszcze do niedawna Organizacja Świadków Jehowy, będąca ciągle w natarciu chlubiąca się błogosławionym wzrostem, najnowsze wrocławskie bez precedensowe wydarzenie, a i spodziewane lipcowe w Warszawie, zmusza tę Organizację do zajęcia pozycji obronnej. Ta obrona nie tylko zasłania się przed teraźniejszymi odstępcami, ta obrona skierowana jest już w przyszłość, wprost przed własnymi „kadrowymi pracownikami”, którym w przyszłości „zaświtałby pomysł” pożegnania Organizacji z powodu już kolejnego niedotrzymania przewidzianej daty nadejścia armagedonu, lub innej fanaberii, która niespodziewanie zaświtałaby w głowie delikwenta, a w konsekwencji upomniała się o swoje stracone lata na służbie w Organizacji. Oto jaką deklarację musi złożyć darmowy pracownik, jeżeli chciałby pracować, dla rozwoju i pomyślności Organizacji, a w rzeczywistości, dla ścisłego jej kierownictwa:

> (…) i nie będę oczekiwał żadnej rekompensaty w razie gdybym opuścił Wspólnotę lub gdy Wspólnota zdecyduje, że nie kwalifikuję się już by pełnić służbę we Wspólnocie (…) < Szczegóły można przeczytać Tu: https://swiadkowiejehowywpolsce.org/informacje-prosto-z-kanalu/slubowanie-posluszenstwa-i-ubostwa/msg20779/?PHPSESSID=qung3gtcubnm9cuvicufc61en4#m

Po tej lekturze na pewno nikt nie będzie zazdrościł tym braciom od Ciała Kierowniczego, jeżeli zobaczy na jego nadgarstku markowy złoty zegarek, tudzież na palcach złoto-brylantowe sygnety. Proszę potraktować te precjoza jako osobiste zabezpieczenie w przypadku niespodziewanego znalezienia się w nowojorskim parku na „własnej” ławce, gdy „Wspólnota” stwierdzi już jego dalszą nieprzydatność. Wyobrażam siebie samego w takiej sytuacji, gdybym w odpowiednim czasie nie skorzystał z osobistych przemyśleń i dał „Wspólnocie” satysfakcję zadecydowania o moim losie.

CDN