Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
TEMATY KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ / Odp: Ten, który mu okazał miłosierdzie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Tazła dnia Dzisiaj o 19:22 »


    Światus, zaje..fajne  ;D
2
Była taka grupa w Bydgoskim, która opierała się na Strażnicach, zdaje się do roku 1967, gdy zaczęto kampanię roku 1975. Oni rok 1975 odrzucili, ale po fakcie, gdy nic w 1975 nie nastało.
Cofnęli się do Strażnic przedarmagedonowych. :)
Z czasem zdaje się rozpadła się. Jedni wymarli, inni wrócili do organizacji, inni poszli w świat lub do ewangelicznych kościołów
3
Ale żeby były ku temu warunki musiałby wśród rozłamowców być choć jeden bogaty biznesmen (może zarazem teolog), który dałby kasę na rozpęd. Trzeba by coś ludziom wydawać do czytania.
tak, to na pewno sprzyjałoby rozwojowi grupy.
ale możliwa jest także "wersja dla ubogich" czyli opieranie się na tym co samo towarzystwo wydrukowało w przeszłości (taki "powrót do starych dobrych czasów")
4
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Wielkie odstępstwo i księgi niekanoniczne
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Sebastian dnia Dzisiaj o 18:26 »
Jeżeli istnieje cokolwiek, a mogłoby przecież nic nie istnieć (co byłoby łatwiejsze), to musi istnieć przyczyna sprawcza, że zamiast nic (co łatwiejsze i bardziej naturalne) istnieje coś.
nawet jeśli "musi" (z czym się nie zgadzam) istnieć "przyczyna sprawcza", to nigdzie nie jest powiedziane że tą przyczyną musi być byt osobowy (może być przecież bezosobowy).
5
Ja się dziwię, że do tej pory nigdzie nie wyodrębniła się poważna duża grupa (prócz Rumunii, ale to dawno temu).

Ale żeby były ku temu warunki musiałby wśród rozłamowców być choć jeden bogaty biznesmen (może zarazem teolog), który dałby kasę na rozpęd.
Trzeba by coś ludziom wydawać do czytania.

Kiedyś takie rozłamy lokalne były, ale to po roku 1975.

Oto relacja z tych wydarzeń z Mozambiku:
   
“Odstępstwo i Wioska Numer 10. Dużo zamieszania narobiła odstępcza grupa, której członkowie nazywali siebie ‘pomazańcami’. Pochodzili głównie z wiosek malawijskich i twierdzili, że ‘czas starszych’ zakończył się w roku 1975, a przewodnictwo powinni teraz objąć oni – ‘pomazańcy’. Ogromną pomocą dla części osób, które nie potrafiły zrozumieć, co oznacza prawdziwe namaszczenie, okazał się materiał opublikowany przez Towarzystwo w książce Życie wieczne w wolności synów Bożych. Ale odstępcy dalej rozszerzali swoje wpływy, zwodząc wielu słuchaczy. Nauczali między innymi, że sprawozdań ze służby wcale nie trzeba wysyłać do Towarzystwa. Modlili się, a następnie rzucali je w powietrze. Ocenia się, że w wyniku tego oddziaływania odstępców trzeba było wykluczyć około 500 osób. Z własnej woli i za zgodą władz zbudowali swoje osiedle. Nazwano je Wioską Numer 10. Później przywódca tego ruchu otoczył się młodymi kobietami, z których wiele urodziło mu dzieci. Wioska Numer 10 istniała aż do końca funkcjonowania obozów. Jej mieszkańcy sprawiali wiernym braciom niemało kłopotów. Część osób, które początkowo przyłączyły się do tego grona, okazała później skruchę i powróciła do organizacji Jehowy. Kiedy obozy przestały istnieć, odstępcza grupa się rozpadła” (“Rocznik Świadków Jehowy 1996” s. 158-159).
6
NA WESOŁO / Odp: Miejscowości świadkowe i katolickie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Sebastian dnia Dzisiaj o 18:22 »
Pewnie nie jedna dzisiejsza sala w Polsce czy w Niemczech mieściła się przy dawnej Hitler Sztrase. U nas w Gdańsku i Sopocie takie ulice były, ale czt sale tam były to nie wiem. :-\
jeśli na Białorusi ŚJ działają legalnie, to tam pełno jest nazw ulic o tematyce komunistycznej.

napewno na Białorusi istnieją sale królestwa na ulicy komsomolskiej, komunistycznej, itd. itp.
7
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Analogiczne lub podobne nauki CK do wykładni KK
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Roszada dnia Dzisiaj o 18:16 »
Lektor - lektor
Kaznodzieja - kaznodzieja
Seminarium duchowne - dawne TSSK (inna forma ale jakiś odpowiednik)
Zakonnica - samotna siostra pionierka
Ambona - podest dla mówcy
Znaki IHS, INRI, KMB - jw.org.
8
wielu aktywnych ŚJ jest mocno zaniepokojonych zmianami które zaszły w jw.org w ostatnich kilku latach;

wielu z nich wspomina "stare dobre czasy" gorliwości, proroctw, bliskiego końca, faktycznego chodzenia od domu do domu; wielu jest zaniepokojonych zamianą aktywnego głoszenia od drzwi do drzwi na bierne stojakowanie, zmniejszaniem ilości drukowanych publikacji itd.; wielu może nawet martwić się że organizacja za kilka lat zupełnie rozpadnie się "i co oni zrobią"...

za kilka lat może okazać się że ŚJ przeobrażą się z aktywnej sekty apokaliptycznej w jakiś kolejny tysiąc sto dwudziesty piąty rozleniwiony kościółek protestancki (wysłuchać wykładu na sali królestwa i do domku na obiadek, żadnego głoszenia, żadnej elitarności, żadnego "odróżniania się od szatańskiego świata" itd. itp.)

oczywiście życie nie znosi próżni i zapewne ktoś postara się zapełnić tę pustkę jakimś nowym radykalizmem.

Na bratnim forum pojawiła się nawet (wygłoszona przez brata Jaracza) sugestia, że
Cytuj
nie da się wykluczyć powstania jakieś frakcji fundamentalistycznej, która na siłę będzie chciała zachować swoją odrębność.

moim zdaniem powstanie takiej frakcji jest oczywistą koniecznością psychologiczno-społeczną, a przedmiotem dyskusji może być jedynie to czy frakcja ta będzie miała zasięg ogólnoświatowy czy ogólnopolski czy jedynie lokalny (oraz czy będzie zjawiskiem chwilowym czy długotrwałym).

zdarzenie sprzed około 20 lat (a więc z czasów gdy sytuacja organizacji ŚJ wyglądała o niebo lepiej) krótko po "nowym świetle" z 1995 "że armagedonu chwilowo nie będzie"...

tak tak, tak właśnie zostało (w jeleniogórskich zborach a zapewne nie tylko tam) odebrane na poziomie emocjonalnym nowe światło o "tym pokoleniu" (jak zapewne pamiętacie wtedy jeszcze nie "zębatym" ale już "rozciągalnym jak z gumy").

ogólne zniechęcenie, wiele osób (nieoficjalnie ale faktycznie) odchodzi czy "popada w nieaktywność", ale są też inni którym "brakuje pauera" i...

no właśnie: wiadomość z pierwszej ręki: najlepszy przyjaciel uderzał wówczas w zaloty do pewnej wyjątkowo pięknej młodziutkiej pionierki blondynki i nagle dowiaduje się w cztery oczy od miejscowej starszyzny "żeby odpuścił temat" ponieważ (cyt.) "szatan tę osobę opętał i odeszła od organizacji".

Kolesia zamurowało "jak to, ona, pionierka, taka silna duchowo, po prostu: odeszła?!"

A starszy zboru na to: "przecież tłumaczę Ci że nie odeszła 'po prostu' tylko odeszła w mocno niestandardowy sposób!"

Kolesia bardzo zaciekawiło co jest niestandardowego w akurat tym odejściu i dowiedział się że pionierka nie mogła pogodzić się z nowym światłem o pokoleniu i (uwaga, petarda!) przyłączyła się do jakiejś radykalnej grupy, która ogłaszała natychmiastowy koniec świata i (najprawdopodobniej) zapewniała swoich członków o nadziei niebiańskiej (a więc elitarna elita, ŚJ są elitarni, a namaszczeni ŚJ są "elitą elit").

Oczywiście elitarna grupka szybko rozpadła się, ale ciekawostką psychologiczną jest samo powstanie tej grupy i samo zjawisko rekrutowania zawiedzionych pionierów.

Przez pewien czas było nawet małe zamieszanie gdy owa radykalna grupa głosiła od domu do domu a mieszkańcy ulic na których głoszono byli informowani że głosiciele "nie są(!) świadkami Jehowy!"

Takie i podobne grupy na pewno będą powstawać także w przyszłości...

Druga kwestia, którą moim zdaniem trzeba wziąć pod uwagę, to precedens rumuński.

Jak zapewne większość wie (a mniejszość dowie się z tego akapitu), w Rumunii istnieją równolegle dwie organizacje świadków Jehowy - oprócz "standardowych" świadków Jehowy (wiernych ciału kierowniczemu z Warwicka) istnieje tam schizmatyckie wielotysięczne ugrupowanie "prawowiernych świadków Jehowy" (wg innego tłumaczenia "świadkowie Jehowy wiary prawdziwej").

Grupa ta konserwuje stare światła z ostatnich kilkudziesięciu lat i co ciekawe jest na tyle dobrze zorganizowana że organizuje nawet własne kongresy. Skoro takie coś jest możliwe w Rumunii, tzn. że jest możliwe także w każdym innym kraju na ziemi.

A gdyby założyciele takiej radykalnej grupy opracowali dobry biznes plan i skonsultowali go z dobrymi psychologami (albo gdyby założycielami była grupka dobrych psychologów i dobrych biznesmenów) to nie da się wykluczyć nawet ogólnoświatowej konkurencji dla świadków Jehowy.

Owszem, ta konkurencja nie przeciągnie na swoją stronę 40% czy 60% aktualnych świadków Jehowy, ale 2% spokojnie. A przecież 2% z 8.500.000 to jest 170.000 głosicieli a z rodzinami 350.000 wiernych. Jeśli grupa będzie aktywna, docelowo pozyska nawet i milion wyznawców na tej planecie.

Spokojnie można ustawić się do końca życia i zrobić na tym interes życia.
I ktoś go (moim zdaniem) zrobi, wcześniej lub później, ale na pewno.
9
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Wielkie odstępstwo i księgi niekanoniczne
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Szarańcza dnia Dzisiaj o 18:12 »
a jak wyobrażasz sobie dowód z doświadczenia?

drogie dzieci dzisiaj bawimy się w Boga: bierzemy "nic" i stwarzamy z niczego "coś" :)
jak każdy z was stworzy coś z niczego to możecie powiedzieć, że Bóg bawił się tak samo jak wy i że z niczego stworzył coś nazywane Wszechświatem :)

Taki eksperyment byłby na pewno fajny :) Jeśli ktoś zaprosi mnie do udziału na pewno się zgodzę :)
Pisząc o dowodzie z doświadczenia miałam raczej na myśli osobiste przeżycia osób, które twierdzą, że doświadczyły Boga - zobaczyły go, lub w jakiś inny sposób poczuły jego obecność.

Myślę, że sporo sporów o Boga toczy się gdyż posługujemy się różnymi definicjami. Często mówimy o tym samym z różnych punktów widzenia. Przekonują nas też różne argumenty.

"Laureat Nagrody Nobla, fizyk (i ateista) Steven Weinberg nie jest w swych poglądach odosobniony, gdy w Śnie o teorii ostatecznej pisze:
]Niektórzy ludzie mają tak szeroką i elastyczną koncepcję Boga, że nieuchronne, iż go znajdują, ilekroć zaczną go szukać. Często słyszy się takie stwierdzenia, jak "Bóg to absolut", "Bóg to Wszechświat",Bóg to nasza lepsza natura". Oczywiście podobnie jak w przypadku każdego innego słowa, słowu "Bóg" można przypisać dowolne znaczenie, jakie tylko nam się podoba. Jeśli ktoś powie "Bóg to energia", może znaleźć Boga w bryłce węgla."
(R. Dawkins "Bóg urojony")

Pytanie Leibnitza pokazuje, że istnieje jakaś transcendencja. Tylko o to chodzi. Nie da się jej wyjaśnić w kategoriach naszej logiki, bo jesteśmy pod nią... To pytanie retoryczne. Stwierdza fakt - istnieje coś, a nie nic. A nic byłoby łatwiejsze.

Transcendencja to pojęcie dość rozmyte i różnie można się do niej odnieść - dla jednych będzie to Bóg osobowy (biblijny na przykład), dla innych jażń a dla kolejnych świat idei Platona.

Ostatnio po głowie chodzi mi taki wniosek, że niepewność jest wpisana w nasz byt. Zasada nieoznaczoności Heisenberga wynika z natury rzeczywistości (zasada ta mówi, że istnieją pary wielkości, których nie zmierzymy jednocześnie z dowolną dokładnością np. pęd i położenie elektronu).  Dlatego stawianie kategorycznych wniosków w kwestiach, które są niepewne i w dodatku nie mamy co do nich narzędzi pomiarowych (np. rzeczona transcendencja) jest jak dla mnie, mimo wszystko, trochę na wyrost.
10
Skoro Jezus palił gumę na osiołku zamiast na jakimś rasowym koniu (Koń ówczesnych czasach w Jerozolimie był znakiem bogactwa bogactwa) to w dzisiejszych czasach pewnie nosił by jakiś chiński zegarek zamiast Rolexa ;)
Strony: [1] 2 3 ... 10