Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Opowieści z ośrodków pionierskich  (Przeczytany 6895 razy)

Offline Dianne

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #30 dnia: 09 Sierpień, 2017, 12:19 »
Nie, speszył go chyba gwałtowny wybuch śmiechu :D
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


Offline Sebastian

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #31 dnia: 09 Sierpień, 2017, 12:27 »
przecież mógł wyznaczyć samego siebie :)


Offline rychtar

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #32 dnia: 09 Sierpień, 2017, 14:11 »
Ja często robiłem dowcipy na ośrodkach, najlepiej wychodziło podczas jedzenia i tak np. na śniadanie oprócz standardowych kanapek z pomidorem / ogórkiem / szynką zrobiłem kilka kanapek z nutellą przy czym jedna z nich była z bonusem czyli masło z grubą warstwą soli czosnkowej a na to gruba warstwa nutelli. Mina "szczęśliwca" delektującego się nutellą z czosnkiem i solą była bezcenna :)
31.07.2017 AD - Wolność od JW.org


Offline Dianne

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #33 dnia: 09 Sierpień, 2017, 20:27 »
Ale co by nie mówić. Starszy od wyznaczania złoty człowiek, były wojskowy może stąd takie zapędy. Ale jak go spotkałam po wykluczeniu na mieście to podszedł przywitał się, spytał o co chodzi i chciał pomóc wrócić do zboru. Miłe.
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


Offline rychtar

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #34 dnia: 09 Sierpień, 2017, 20:39 »
Ale co by nie mówić. Starszy od wyznaczania złoty człowiek, były wojskowy może stąd takie zapędy. Ale jak go spotkałam po wykluczeniu na mieście to podszedł przywitał się, spytał o co chodzi i chciał pomóc wrócić do zboru. Miłe.

Takich to ze świecą szukać :)
31.07.2017 AD - Wolność od JW.org


Offline ogórek kiszony

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #35 dnia: 09 Sierpień, 2017, 21:43 »
Pamiętam takie kanapki na ośrodkach. Jako, że jestem, że tak powiem wybredny, to bałem się, że trafię na taką niespodziankę  ;) ale jakoś mi się udało.
Na ośrodkach byłem kilku, kilka razy z mamą i bratem, potem z dwa razy sam. Na jednym z nich graliśmy w zadawanie przeczytania wersetu z Pieśni nad Pieśniami. Kolega miał się z jedną siostrą, więc mu podpowiadaliśmy, by dedykował PnP 5:4. No i w końcu dał się wrobić. Trzy osoby tego nie chciało przeczytać, aż w końcu osoba, ku której była owa dedykacja sama przeczytała (po cichu) i obrażona wyszła. Oczywiście najlepiej to brzmi w wersji z B. Warszawskiej.
Dobre też było PnP 4:5. :)

Na innym pamiętam jak wieczorami siedzieliśmy w kuchni prawie do rana...a rano była masakra wstać :)


Offline Abramakabra

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #36 dnia: 20 Sierpień, 2017, 13:59 »
Miałem 14 lat i pojechałem na ośrodek gdzieś za Łańcut z matką i młodszym bratem. Któregoś razu cały dzień lało i wieczorem zebrali się wszyscy w stodole żeby pośpiewać pieśni. Jako że to był mój wiek buntu to nie śpiewałem a tylko wpatrywalem się w śpiewnik. W pewnym momencie młody sługa pomocniczy siedzący po mojej lewej stronie sprzedał mi płaskiego w tył głowy, moja młoda główka odbiła się od stołu i wróciła na miejsce. Matka siedziała na przeciwko i do dziś utrzymuje że nic nie widziała. Widzieli to prawie wszyscy i byli bardzo zgorszeni że nie śpiewałem. Wtedy to zapaliła mi się w główce lampka.


Online gangas

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #37 dnia: 29 Sierpień, 2017, 23:05 »
 I świeci Ci się nadal  :o :o :o :o To fajne łapka, główka, stół= lampka. A noga, dupa, brama ??? ??? ??? ??? ???
Tylko nie mów, że wstałeś od stołu poszedłeś do najbliższej biblioteki, wypożyczyłeś Kryzys Sumienia i zacząłeś czytać. :o :o :o
Jutro to dziś tyle że jutro.


Offline spychszymon4454

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #38 dnia: 04 Marzec, 2018, 12:39 »
W wieku 19 lat byłem na ośrodku, któremu przewodził pewien brat despota. W dniu zebrania ponoć krążyła pewna tajemnicza lista, że pewne osoby mają wyszykować się wcześniej, bo razem z tym starszym mieliśmy jechać na zakupy. Do mnie owa lista nie dotarła. Jakie było moje zdziwienie gdy ów brat wyjechał do mnie z ryjem, że przecież miałem już być gotowy, a ja stałem w kolejce do łazienki. Za karę miałem nie jechać na zebranie i robić kolację. Ciekawa ta kara :D do końca ośrodka się do niego nie odezwałem.


Offline Trinity

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #39 dnia: 04 Marzec, 2018, 14:12 »
pamiętam jak miałam jechac na ośrodek gdzieś na mazury z kolezanką i jeszcze jedną sis która miała auto i miałyśmy ją dopiero poznać
my dwie miałyśmy do niej dojechać pociągiem bo mieszkała w innym mieście
objuczone jak woły dotarłyśmy na stacje kolejową
pociąg sią spóźnił z 2 h niebyło komórek
po przyjeździe do jej miasta zadzwoniłyśmy z budki telefonicznej
ktoś powiedział w telefonie że jej nie ma
zdziwiłyłmy się bo miała na nas czekać poszłyśmy coś zjeść
zadzwoniłyśmy jeszcze raz i dalej jej nie było.
postanowiłyśmy do niej pojechać jak było umówione
my plecaki na stelażu większe od nas a jeszcze niosłyłmy w pudełku ciastka z flagowej cukierni z naszego miasta co bardzo mnie wq bo to było ekscentryczne zachowanie mamy mojej towarzyszki która chciała błysnnąć przed braćmi do których jechaliśmy
jak już przyjechałyśmy tramwajem na osiedle z wielkiej płyty szukałyśmy bloku
trafiłyśmy pod zły adres bo nie zauważyłyśmy
że ta siostra mieszka pod 25 c a my poszłyśmy do 25
wieczór już sie zaczynał a my w czarnej dziurze
wkońcu trafiłyśmy pod dobry adres i tam dowiedziałyśmy się
że cała rodzina jest postawiona na nogi i nas szukają
mama tata i ona jeżdżą po mieście i szukają dwóch sierotek z plecakami
myśleli źe nas ktoś porwał, zacikukał sprzedał do burdelu itp
przyjechała na dworzec dlatego jej nie było i musiałyśmy się minąć jak poszłyśmy zjeść
zapakowałyśmy się i w drogę
na mazury dojechałyśmy w środku nocy
ja siedziałam z przodu i walczyłam żeby nie usnąć żeby kierowca nie zasną
zmieniałyśmy się ( a prawko zrobiłam 2 mcu wcześniej)
w końcu dotarłyśmy kierowane mapą i tablicami
ale już na tą wioską było ciężko bo nikogo na ulicy nie dało sie zapytać bo był środek nocy
krążyłyśmy po tej wiosce z 2 godziny aż patrzymy że jedzie na rowerze jakiś pijaczek jak podjechałyśmy to on sie przestraszył i dał dyla
księżyc był w pełni i przez to było lepiej widać
wkońcu znalazłyśmy nr domu i zgasiłyśmy auto.
nie było bramki można było wejść na podwórko bez najmniejszego problemu
szłam pierwsza a za mną one i nagle wychodzi wielki pies i idzie na nas,ale
nie jargał co wziełam za dobrą monete, one zwiały do auta a ja pomyślałam że spróbuje go podejśś i krzyknełam takim.szeptem żeby nie obudzić nikogo
DO BUDY (uda sie nie uda warto spróbować)
patrze a ten bydlak idzie do budy!!!!
poszedł posłusznie do budy i tam został! byliśmy umówieni źe jeden namiot bedzie przygotowany dla nas jak przyjedziemy w nocy i znalazłyśmy go i poszłyśmy spać.
nikt do nas nie wstał nikogo nie obudziłyśmy
rano przywitał nas prowadzący i nawet poszliśmy do służby
« Ostatnia zmiana: 04 Marzec, 2018, 14:18 wysłana przez Trinity »


Offline Walt Kowalski

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #40 dnia: 04 Marzec, 2018, 23:59 »
Do tego wątku pasują mi słowa piosenki : "ale to już było i nie wróci więcej".
Wspomnienia mam głównie pozytywne, sentymentalne. Była to jedna z niewielu okazji dokładnego poznania ludzi. Zobaczcie jak wiele osób na sali królestwa kogoś gra. Na ośrodku przez 2 tygodnie korzystając ze wspólnego wychodka, po kryjomu otwierając piwko, śpiewając przy gitarze SDM i inne Lady Punki, myjąc się w misce, kąpiąc się w rzekach,  prasując koszule na wersalce itp można było przyjrzeć się ludziom.
Zbiórki bywały o dość nieludzkich porach i młoda gwardia wiecznie zaspana  ;)


Offline wrzesien

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #41 dnia: 05 Marzec, 2018, 03:41 »
Ośrodek w Bisztynku- Prowadzący Wojciech R. - zbór obecny Warszawa chyba Piaski.

Zza płotu leciały jabłka i wyzwiska "Kociarze". Wracały kamienie i wyzwiska "k... Dojedziemy zaraz was". Po czym... to nie były gołosłowne słowa...
Plus był taki że faktycznie już nikt nie nachodził....

Ps. Z perspektywy czasu wykluczono conajmniej 5 osób z tego ośrodka.
Ale jak myślę o każdym ośrodku to mimo że mógł być święty zawsze ktoś z czasem odszedł.
Największy to chyba 10...

Oczywiście nie po ośrodku, tylko z czasem.

Ps2. Córka Wojciecha odłączyła się- zapewne jest na forum- zapraszam ją na priv. Oczywiście pełna anonimowość


Offline HARNAŚ

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #42 dnia: 05 Marzec, 2018, 08:00 »
Jak juz wspominamy osoby , które odeszły a na ośrodkach się udzielały to warto na zdjęcia popatrzeć kogo nie ma . Jedno z głośniejszych wykluczeń po ośrodku w moim rejonie to była córka N.O Erwina Wyszomirskiego. Kamienna Góra ośrodek.
Nie mów co myślisz , tylko myśl co mówisz.


Offline Gandalf Szary

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 326
  • Polubień: 427
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #43 dnia: 05 Marzec, 2018, 08:18 »
Ośrodek rowerowy lata 90. Jedna para miała się ku sobie. Wspólne rozmowy, służba, znikanie po kolacji. Wreszcie ktoś im zwrócił uwagę, że nie mogą się tak zachowywać. Przypadek, czy też nie (niech każdy sobie wytłumaczy jak mu wygodnie):) młodzi otrzymali dyżur w kuchni razem. Po spóźnieniu się na obiad  (przeciągnęła mi się służba) wchodzę na stołówkę, a tu drugie danie przez nikogo nietknięte. Ja głodny, pytam się o co chodzi? Jeden z bratów mówi do mnie lepiej tego nie jedz. Byłem głodny, na kanapkach od 9.00 rano więc go nie posłuchałem i od razu wziąłem się za mielonego z ziemniakami. Nagle w zębach zazgrzytał mi piasek, a lekko przypalony mielony okazał się w środku surowy. Okazało się, że młodym garnek z ziemniakami spadł na podłogę, a mielone próbowali usmażyć na dużym ogniu i na zewnątrz kotlety były przypalone, a w środku były surowe. Zjadłem ten obiad, a późnym popołudniem pojechałem na odwiedziny ponowne.  Po dwóch kilometrach jazdy na rowerze wylądowałem w krzakach wymiotując dalej niż widziałem:) Później cały ośrodek dociekał jaka była przyczyna, ze młodym nie udało się ugotować tego obiadu:).       


Offline on-on

Odp: Opowieści z ośrodków pionierskich
« Odpowiedź #44 dnia: 05 Marzec, 2018, 08:59 »
Cytuj
Później cały ośrodek dociekał jaka była przyczyna, ze młodym nie udało się ugotować tego obiadu:)
Też na miejscu tego chłopaka pielęgnowałbym uczynki ciała z młodą siostrą :)

Rok 2000, ośrodek rowerowy, spanie w namiotach. Z kolegą rozbiliśmy namiot poza granicami działki, najbardziej oddaleni od grupy. Idąc do głównego obozowiska musieliśmy przechodzić przez ogrodzenie. Kolega z namiotu przechodząc przez dziurę w płocie rozwalił sobie głowę. Skończyło się na wygoleniu tego miejsca i zaszyciu rany w szpitalu. Kilka dni później ten sam chłopak jadąc pod drzewo do lasu przełożył sobie piłę ramową przez przednią kierownicę. Piła spadła na oponę, zablokowała koło, on przeleciał przez kierownicę, cały poodzierany na twarzy wrócił do obozu. W dniu zakończenia ośrodka jechaliśmy wykąpać się w jeziorze. Ten sam kolega wsiadł do Seicento, które prowadził ojciec innego chłopaka. My jechaliśmy za nimi drugim autem. Na zakręcie czołowo zderzyli się z Passatem. Generalnie wyszli wszyscy bez większych urazów (z wyjątkiem kierowcy). Gdy policjant z drogówki zobaczył mojego współlokatora z namiotu zapytał czy to są obrażenia z wypadku.

Na tym samym ośrodku była z nami "siostra Z.", która panosząc się straciła sympatię pozostałych uczestników. Większość jej się bała, ale nie potrafiła jej się przeciwstawić. Przed północą idąc do umywalni polowej potknąłem się o linki odciągające dach od jej namiotu (starego typu, z płótna). Pomyślałem sobie, że trzeba te linki ze śledziami wyrwać, bo ktoś inny znów się przewróci. Po tym jak wyrwałem te śledzie z gruntu dach namiotu się zapadł, ale "siostra Z" wciąż głęboko spała. Rano zrobiła się afera, bo podczas nocnej ulewy woda zaczęła gromadzić się na zapadniętym dachu namiotu i przesiąkała do środka. Tego dnia "siostra Z" zamiast iść do służby suszyła ubrania.

Jeszcze jedna historia z ośrodka, na którym byłem gościem, a nie uczestnikiem.
Ponieważ moja miejscowość rodzinna leży blisko pojezierza często odwiedzały nas ośrodki pionierskie. Niestety w naszym zborze stosunek młodych braci do młodych sióstr wynosił mniej więcej 8:1, więc każdy przyjezdny ośrodek szybko był przez nas odwiedzany. Dowiedzieliśmy się, że w miejscowości 25 km od nas jest nowy, przyjezdny ośrodek.
Zapakowaliśmy się w dwa samochody, pojechaliśmy pod znany nam adres, na działkę do "brata N.". Widzimy, że są namioty, czyli informacje o ośrodku się potwierdziły, ale wszyscy zebrali się w budynku na zebraniu i nikogo na polu nie było. Patrzymy, ktoś wychodzi namiotu. Chcemy go chociaż zapytać skąd przyjechali. Ale... chłopak ma włosy do ramion  ??? Wchodzimy z nim w dialog:
 - Cześć! Skąd jesteście?
 - My z dziewczyną przyjechaliśmy z Polkowic (informacja się potwierdziła, stamtąd miał być ośrodek) - po czym wskazuje namiot palcem, z którego wychodzi dziewczyna w szortach i krótkiej bluzeczce.  ???
Jeden z nas znał parę osób z Polkowic, więc ciągnie rozmowę dalej:
 - Polkowice? Z jakiego zboru?
 - Zbór Kosmos  :o

Zaskoczeni nie wiedzieliśmy o co dalej zapytać. Okazało się, że w tym samym czasie do gospodarza przyjechał jego kuzyn ze świata, który po prostu zrobił sobie z nas jaja :D





« Ostatnia zmiana: 05 Marzec, 2018, 09:21 wysłana przez on-on »