Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Świadkowie Jehowy a WSTYD  (Przeczytany 5337 razy)

Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 315
  • Polubień: 9028
  • Wiara, to nie łatwowierność.
Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #60 dnia: 13 Styczeń, 2018, 17:21 »
   Zdjęcia pozowane z szerokimi uśmiechami dla potrzeb propagandy orga.
   Ich sielanka trwa, o nic nie muszą się martwić, reszta się nie liczy.
   Oni siedzą za zastawionym stołem, nie martwiąc się, że w Afryce bracia głodują.
   Albo gdzieś w Europie, starą wdową śj nie ma się komu zająć.

   Choć sam Morris i Morrisowa, pewnie wnuczków się nie doczekają, skoro synowie tacy oddani Jehowie.
   Dzieci to po armagedonie.
   I zapewne drzewo genealogiczne zakończy się na synach i synowych.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 2 956
  • Polubień: 9884
  • annamaria7504@gmail.com
Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #61 dnia: 13 Styczeń, 2018, 18:15 »

   A tam takie  czepianie się drobiazgów. :P
Lepiej popatrzcie jaki przekaz tolerancji, synowe raczej mają przyciemnioną karnację.  ;D
Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline zero1

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #62 dnia: 13 Styczeń, 2018, 18:28 »
Antek wnuków na kolana nie weźmie, będzie siedział koło swojego Brata w niebie.
nowezrozumienie@gmail.com
J3b4ć komitety sądownicze.


Online Trinity

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #63 dnia: 13 Styczeń, 2018, 21:45 »
   A tam takie  czepianie się drobiazgów. :P
Lepiej popatrzcie jaki przekaz tolerancji, synowe raczej mają przyciemnioną karnację.  ;D
są bardziej opalone


Offline Reskator

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #64 dnia: 14 Styczeń, 2018, 09:33 »
Public relations jest najważniejsze. Ten artykuł i te zdjęcia widziało 8 milionów ludzi. Myślę że synowie Morrisa nie mają wyjścia i wielu na pewno bije przed nimi pokłony, wiedząc, że ich ojciec jest Bratem Króla.



"Urodziło się nam dwóch synów, Jesse i Paul. Gdy dorastali, ‛Jehowa był z nimi’ (1 Sam. 3:19). Ponieważ uczynili prawdę swoją drogą życiową, są naszą chlubą. Nie przestają służyć Jehowie, bo pamiętają o swojej pierwszej miłości do Niego. Każdy z nich działa pełnoczasowo już ponad  20 lat. Jestem też dumny z moich dwóch pięknych synowych, Stephanie i Racquel, które traktuję jak córki. Obaj synowie poślubili duchowo usposobione kobiety, które kochają Jehowę całym sercem i duszą (Efez. 6:6)."

"Spędzanie czasu z rodziną sprawia mi wielką radość"


https://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/w20150515/pamietanie-pierwszej-milosci-do-jehowy/
Czy to zdjęcie nie było zrobione tuż po ogłoszeniu nowego światła przez Davida Splana o zazębiajacych się pokoleniach- mają ubaw nie ma co :)
« Ostatnia zmiana: 14 Styczeń, 2018, 09:44 wysłana przez Reskator »


Offline Nulka

  • Nieochrzczony głosiciel
  • Wiadomości: 87
  • Polubień: 226
  • Fajnie jest być wolnym od 'prawdy'
Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #65 dnia: 14 Styczeń, 2018, 10:36 »
Te wymuszone uśmiechy to koszmar WTS i każdej żony 'duchowego'. Zona ma obowiązek bycia szczęśliwą, mimo iż mąż więcej czasu i uwagi poświęca młodym jędrnym pionierkom,
unika pracy jak ognia. Masę czasu poświęca na 'sprawy zborowe' gdy ona musi być przykładną, dbać o dom, niego i każdego dnia zastanawiać się czy kupić rajstopy (to bardzo ważny wydatek, bo resztę ubrań dodziera po innych) czy coś na obiad. Schodzić z drogi, gdy sponiewierany przez WTS mąż wyżywa na niej swoją frustrację. Nikomu nigdy nie może się poskarżyć, by nie postawić w 'złym świetle' jego przywileju. Zaryzykuję stwierdzenie, że każda kobieta przeżywa taki dramat. Musi się uśmiechać, musi!!!!! (przez zapuchnięte od płaczu oczy)


Offline Barszcz

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #66 dnia: 14 Styczeń, 2018, 13:49 »
Nulka, po Twoim opisie, jakbym widział niektóre żony starszych. Święte słowa!
tel 669 642 630 -SMS only :)


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 2 956
  • Polubień: 9884
  • annamaria7504@gmail.com
Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #67 dnia: 14 Styczeń, 2018, 15:35 »
Zaryzykuję stwierdzenie, że każda kobieta przeżywa taki dramat. Musi się uśmiechać, musi!!!!! (przez zapuchnięte od płaczu oczy)

       A ja więcej zaryzykuję i napiszę.
Każdy z nas miewał fałszywy uśmiech na twarzy. Czasem po to aby się wtopić w tłum braci, czasem by się przypodobać, a czasem aby nie odstawać od reszty.

Często spotykam się ze stwierdzeniem..a ja myślałam/ałem że jeste mało wydajny, niezorganizowany, ułomny, słaby na tle reszty. A tu się okazało, że inni mieli tak samo. Tylko zazwyczaj się to przemilcza.

Bo gdy ktoś w swojej szczerej wierze pójdzie do starszych po wsparcie, to zrobi to poraz pierwszy i ostatni. Później będzie ściemniać jak wszyscy, od samego szczytu tej WTS piramidy aż do dołu.
Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline HARNAŚ

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #68 dnia: 14 Styczeń, 2018, 16:29 »
Gdy ktoś zdecyduje się przyjść z problemem , który nie kwalifikuje się do komitetu , po radę do starszego zboru , szybko może się okazać , że o jego słabości wie połowa plotkarskiego zboru. Może być na przykład  taka oto sytuacja:
- ciekawe co tam u Zosi ? - pyta ktoś obecny na grillu.
- u jakiej Zosi? - podchwytuje ktoś z zaproszonych.
- no u tej co jest kleptomanką - odpowiada z uroczym uśmiechem żona starszego.
- a u tej , bo myślałem , że mówicie o tej co mąż ją zdradza - odpowiada starszy po drugim piwku.
Trzeba pamiętać też o tym , że dziś ktoś starszym jest a za tydzień może nim nie być . Ryzyko opowiadania o swoich niedoskonałościach jest mocno nierozważne  :'(
Nie mów co myślisz , tylko myśl co mówisz.


Offline jankowalski82

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 142
  • Polubień: 290
  • Każdy ma to, na co się odważył.
Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #69 dnia: 14 Styczeń, 2018, 17:50 »
  Mieszkałem kiedyś pod jednym dachem z ojcem który jest starszym i szwagrem który jest sługą. Sytuacja którą powyżej opisał Harnaś, zdarzała się często. Siostra jak i matka lubią poplotkować. Przy wspólnych grilach w mieszanym towarzystwie omawiane były problemy zborowe.
  W zboże w którym się wychowałem był tylko jeden brat starszy któremu mogliśmy wraz z żoną zaufać. Po kolejnej nie miłej sytuacji z udziałem domowników, postanowiliśmy poradzić się właśnie tego brata.
Biedny ze łzami w oczach przyznał że zna problem tego grona ale nic nie może zrobić, ponieważ po cichu został odsunięty od wszystkiego.
  Razem z żoną doszliśmy do wniosku że nie wywalili go na pysk tylko dla tego że ma zbyt znane nazwisko i jest opiekunem sali zgromadzeń w moim mieście.

  Jedynym rozwiązaniem naszego problemu okazało się wyprowadzenie z rodzinnego domu. Strzał w 10. Wynajęliśmy domek pod miastem od bardzo gorliwego katolika a przewozić rzeczy pomagał nam sąsiad też katolik z którym rodzice wcześniej prowadzili studium. Za nic w świecie chłop nie potrafił zrozumieć jak mogło dojść do takiej sytuacji w tak przykładnej rodzinie świadków. Rodzice byli tak zawzięci że odwiedzili nas dopiero po roku jak powiedziałem im że będziemy mieli dzidziusia.

  Jestem pewien że jak przeczyta to ktoś z moich znajomych, to mogę zostać zdemaskowany. Trudno, kiedyś trzeba.

             Pozdrawiam.


Offline HARNAŚ

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #70 dnia: 14 Styczeń, 2018, 17:59 »

  Jestem pewien że jak przeczyta to ktoś z moich znajomych, to mogę zostać zdemaskowany. Trudno, kiedyś trzeba.

             Pozdrawiam.
         
[/quote]
Nie cykaj Jasiu ;)
Więcej jest tych co z nami niż tych co przeciwko  :)
« Ostatnia zmiana: 14 Styczeń, 2018, 18:01 wysłana przez HARNAŚ »
Nie mów co myślisz , tylko myśl co mówisz.


Offline PoProstuJa

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #71 dnia: 15 Styczeń, 2018, 00:06 »
  Mieszkałem kiedyś pod jednym dachem z ojcem który jest starszym i szwagrem który jest sługą. Sytuacja którą powyżej opisał Harnaś, zdarzała się często. Siostra jak i matka lubią poplotkować. Przy wspólnych grilach w mieszanym towarzystwie omawiane były problemy zborowe.
  W zboże w którym się wychowałem był tylko jeden brat starszy któremu mogliśmy wraz z żoną zaufać. Po kolejnej nie miłej sytuacji z udziałem domowników, postanowiliśmy poradzić się właśnie tego brata.
Biedny ze łzami w oczach przyznał że zna problem tego grona ale nic nie może zrobić, ponieważ po cichu został odsunięty od wszystkiego.
  Razem z żoną doszliśmy do wniosku że nie wywalili go na pysk tylko dla tego że ma zbyt znane nazwisko i jest opiekunem sali zgromadzeń w moim mieście.

  Jedynym rozwiązaniem naszego problemu okazało się wyprowadzenie z rodzinnego domu. Strzał w 10. Wynajęliśmy domek pod miastem od bardzo gorliwego katolika a przewozić rzeczy pomagał nam sąsiad też katolik z którym rodzice wcześniej prowadzili studium. Za nic w świecie chłop nie potrafił zrozumieć jak mogło dojść do takiej sytuacji w tak przykładnej rodzinie świadków. Rodzice byli tak zawzięci że odwiedzili nas dopiero po roku jak powiedziałem im że będziemy mieli dzidziusia.

  Jestem pewien że jak przeczyta to ktoś z moich znajomych, to mogę zostać zdemaskowany. Trudno, kiedyś trzeba.

             Pozdrawiam.

Jankowalski 82 myślę, że takie historie zdarzały się na tyle często, że nie byłeś jedyną osobą w takiej sytuacji. Mogą zatem zdemaskować więcej osób :)

Przy okazji przypomniałeś mi o kolejnej emocji, która towarzyszyła mi pod koniec przynależności do WTS - mianowicie STRACH!
Strach przed zdemaskowaniem.

Od momentu, gdy zaczęłam poznawać prawdę "o prawdzie" do mojego odłączenia się minęło niecałe dwa lata. W tym okresie widząc bezsens niektórych strażnicowych nakazów i zakazów (jak choćby unikanie osób wykluczonych) zaczęłam dość często widywać się właśnie z osobą wykluczoną. Wcześniej również miałam z nią kontakty, ale bardzo rzadkie i nigdy nie publiczne. A tym razem "zaszalałam" i gdy spotkałyśmy się na mieście, to chętnie z nią konwersowałam. To akurat był dzień zebrania. Zamiast pójść na owo zebranie stałam z nią na ulicy i długo rozmawiałyśmy, żartowałyśmy i ogólnie byłyśmy głośne.
Nagle patrzę w bok, a po drugiej strony ulicy stoi sobie siostra "wymowne usta" z mojego zboru i na nas patrzy. Zastanawiałam się co ona tam robi i przypomniałam sobie, że czeka na kogoś kto podwiezie ją na zebranie.
No to miałam przechlapane. Nie dość że ona nas widziała, to jeszcze w dniu zebrania i jeszcze to osoba, której ploteczki nie są obce. Poczułam wtedy autentyczny STRACH. Już sobie wyobrażałam jak ona idzie na tym zebraniu do starszych zboru i informuje ich co właśnie dzisiaj zobaczyła. Do dziś nie wiem czy ona na mnie nakablowała, bo starsi zboru nie zgłosili się do mnie z prośbą o wyjaśnienia. Ale mogło być tak, że zanotowali sobie oni tę wiadomość jako "hak nr 1" na mnie (zeznanie jednego świadka) i przedstawiliby mi ją w odpowiednim momencie, po tym jak zgłosiłby się do nich drugi świadek z "hakiem nr 2".

Pomyślałam wtedy, że to zabawne, że ja przez tyle lat uważałam, że jestem wolna. A tymczasem stoję teraz na ulicy i boję się rozmawiać ze znajomą mi osobą, bo obserwuje mnie Świadek Jehowy z mojego zboru, który może na mnie DONIEŚĆ!
Masakryczne uczucie!

Pozbycie się owego strachu było dla mnie kolejnym powodem do odejścia z WTS!

Dodam na marginesie, że STRACH MA WIELKIE OCZY!
Być może są tu na forum osoby, które chcą odejść z organizacji, ale panicznie boją się ostracyzmu. Przekonałam się na sobie, że nie ma co panikować w tej kwestii.

Po pierwsze - jeżeli jesteś nieczynnym Świadkiem, to ludzie ze zboru i tak się od Ciebie odwrócą. Formalnie nie będziesz wykluczony, ale i tak będziesz traktowany jak osoba trędowata.

Po drugie - nie przewidzisz reakcji wszystkich osób. Myślałam, że zerwą ze mną kontakty wszystkie osoby, a okazało się, że najbliżsi przyjaciele jednak się ostali i mają ze mną kontakt (tylko, że częściej telefoniczny niż osobisty, ponieważ żyją oni na etapie strachu). Co więcej - po moim odłączeniu niektórzy wręcz popierali moją decyzję i sami się do mnie zgłosili (choć w zborze miałam z nimi niewielki kontakt).

Po trzecie - nie przeszkadza mi to, że nie mam kontaktów z ludźmi ze zboru. Może żal mi 1-2 osób, ale pozostali są mi obojętni. Mijam ich na ulicy, mówię im "dzień dobry" i obecnie nie mam już dyskomfortu z tego powodu, gdy ich widzę (bo idę z dumą i uśmiechem na twarzy, a oni spuszczają głowy w dół lub odwracają wzrok).

Po czwarte - obecnie nikt z mojej bliskiej rodziny nie jest Świadkiem, więc to dodatkowo ułatwiło mi decyzję o odejściu. Nie wiem czy tak szybko odeszłabym z WTS gdyby tkwił w nim uparcie ktoś z bardzo bliskich mi osób, ale prawdopodobnie i tak podjęłabym taką decyzję. Przecież gdy zostawałam Świadkiem zrobiłam to wbrew woli mojej rodziny i musiałam liczyć się z pewną dozą ostracyzmu z ich strony (choćby w postaci chłodniejszych kontaktów). Już raz to przeżyłam na swojej skórze, więc dla mnie to już jak bułka z masłem  ;D

Więcej odwagi życzę Niezdecydowanym! :)



Offline rychtar

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #72 dnia: 15 Styczeń, 2018, 00:58 »
Ja zauważyłem podobnie jak PoProstuJa, że gorliwi Świadkowie Jehowy po moim odejściu ze zboru przechodzą obok mnie ze spuszczoną głową. Jest to o tyle dziwne, że przecież według świadkowskiej nomenklatury to ja "jestem grzesznikiem" a oni są "narodem wybranym", to właśnie oni powinni chodzić dumni z tego, że nie dali się zwieść "szatańskiej propagandzie zepsutego świata" a naprawdę jest zupełnie odwrotnie. W moim wypadku sytuacja ta powtarza się już, któryś raz z kolei wobec różnych osób i wygląda dokładnie tak samo, czyli ja idę z podniesioną głową - według świadków "chlubię się swoim grzesznym postępowaniem" - oni natomiast pełni chwały paradoksalnie idą z głową spuszczoną w dół bojąc się spojrzeć choćby na rąbek moich szat bo na pewno zostaliby zwiedzeni na złą drogę, a przynajmniej mogliby oślepnąć duchowo i literalnie.

Religia Świadków Jehowy właśnie działa na zasadzie strachu i niestety im się to bardzo często udaje.
31.07.2017 AD - Wolność od JW.org


Offline lukasz84gl

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #73 dnia: 17 Styczeń, 2018, 20:27 »
W sumie jedyny wstyd jaki czułem to tylko w momencie kiedy tam byłem. Ja, nastolatek mam iść i mówić jak ludzie mają żyć w momencie kiedy sam jeszcze nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nigdy nie czułem, że to jest ok. Inna kwestia która mnie kuła to obnoszenie się z tym kim się jest. Duma i chluba ale nikomu nie przeszkadzało to, że by za to samo piętnować biblijnych faryzeuszy. Natomiast jeśli chodzi o sam fakt, że tam byłem wstydu nie czuje, bo wtedy w zasadzie nie miałem wyjścia.

Przy okazji tego przypominało mi się jeszcze inne przemyślenie, z czasów gdzie chyba miałem z 16 lat. Zawsze byłem wychowany w szacunku do pracy i piętnowania wszelkiej maści pasożytnictwa społecznego. I co prawda u świadków zawsze było podkreślane, żeby żyć z pracy swoich rąk, ale.... Bądź tu przykładnym świadkiem, czyli zebrania i wszystko inne co się z tym wiąże zawsze zajmowało dużo czasu. Do tego utrzymaj rodzinę i zadbaj o jej potrzeby. To już było bardzo dużo. O czasie na relaks mowy nie było, nie raz widywałem zmęczenie w oczach ludzi, którzy chcieli temu sprostać. Ale najbardziej chwaleni byli Ci co totalnie odpuścili sprawy doczesne. A czym innym jest to jak nie życiem na koszt innych?
„Nikt nie jest bardziej beznadziejnie zniewolony, niż ci którzy fałszywie wierzą że są wolni." Georg Wilhelm Hegel


Offline sunshine

Odp: Świadkowie Jehowy a WSTYD
« Odpowiedź #74 dnia: 17 Styczeń, 2018, 23:25 »
Dokładnie.. U nas to jeszcze pół biedy ale tak dla przykładu w Niemczech podczas kongresów do wywiadów brano ludzi którzy publicznie się chwalili tym, że ciągnęli socjal i szli głosić. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś zachęcano, aby żyć z kieszeni państwa i w ten sposób zostać pionierem. Brak słów.